|
FORUM DIALOGU RUCHÓW I STOWARZYSZEń KATOLICKICH KU CYWILIZACJI MIŁOŚCI
Powstało w odpowiedzi na wezwanie II Ogólnopolskiego Kongresu Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich (Warszawa 2000). Forum tworzą osoby z 26 formacji (Akcja Katolicka,Centrum Kultury Katolickiej Mistrzejowice,Ruch Kultury Chrześcijańskiej Odrodzenie, Katolickie Stowarzyszenie Kolejarzy Polskich, Sodalicja Mariańska, Emaus Szkoła Nowej Ewangelizacji, Ruch Focolari, Wspólnota Życia Chrześcijańskiego, Spotkania Małżeńskie, Hospicjum, Civitas Chrisiana, Ruch Społeczny ku Cywilizacji Miłości itp.Jan Paweł II papież- Polak wzywał ludzkość do budowania cywilizacji miłości.Staramy się odpowiadać na to wołanie służąc bliźniemu. Podejmując dialog i współpracę z innymi, pragniemy nieść miłość w życie rodzinne, społeczne, gospodarcze i polityczne, bo Bóg jest Miłością. Próbujemy kierować się ewangeliczną zasadą "zło dobrem zwyciężaj", i stosować w życiu codziennym prawidłową hierarchię wartości, uznając prymaty: OSOBY przed RZECZĄ
WIĘCEJ BYĆ przed WIĘCEJ MIEĆ ETYKI przed TECHNIKĄ MIŁOSIERDZIA przed SPRAWIEDLIWOŚCIĄ Kontakt:
Drodzy bracia i siostry! e-mail:forumdialogu@wp.pl patrz: www.kongresruchow.pl Homilia Benedykta XVI wygłoszona w Rzymie 03.06.2006 podczas Nieszporów w Wigilię Zesłania Ducha Świętego dla członków ruchów kościelnych i nowych wspólnot Naprawdę licznie przybyliście tego wieczoru na Plac św. Piotra, by wziąć udział w Wigilii Zesłania Ducha Świętego. Pochodzicie z różnych narodów i kultur, tu zaś reprezentujecie wszystkich członków ruchów kościelnych i nowych wspólnot, duchowo skupionych wokół Następcy Piotra, aby głosić radość wiary w Jezusa Chrystusa i odnowić zobowiązanie, aby być w tych czasach Jego wiernymi uczniami. Dziękuję wam za udział i do każdego z was kieruję serdeczne pozdrowienie. Serdeczną myśl kieruję w pierwszym rzędzie do księży kardynałów, do czcigodnych braci w biskupstwie i w kapłaństwie, do zakonników i zakonnic. Pozdrawiam odpowiedzialnych za wasze liczne wspólnoty kościelne, które pokazują, jak żywe jest działanie Ducha wśród ludu Bożego. Pozdrawiam tych, którzy przygotowali to nadzwyczajne wydarzenie, a w szczególności pracujących w Papieskiej Radzie Świeckich z jej sekretarzem, biskupem Josefem Clemensem oraz jej przewodniczącym, arcybiskupem Stanisławem Ryłko, któremu wdzięczny jestem za serdeczne słowa, jakie skierował do mnie na początku liturgii Nieszporów. Ze wzruszeniem powraca nam na myśl analogiczne spotkanie, jakie miało miejsce na tym samym placu 30 maja 1998 roku z umiłowanym Janem Pawłem II. Ten wielki ewangelizator naszej epoki towarzyszył wam i prowadził was przez cały swój pontyfikat; wielokrotnie nazwał wasze stowarzyszenia i wspólnoty "opatrznościowymi", ponieważ uświęcający Duch posługuje się nimi, by rozbudzić wiarę w sercach tylu chrześcijan i pozwolić im odkryć na nowo powołanie otrzymane na chrzcie świętym, pomagając im być świadkami nadziei, przepełnionymi tym ogniem miłości, który jest darem właśnie Ducha Świętego. A teraz pytamy: Kim bądź czym jest Duch Święty? Jak możemy Go poznać? W jaki sposób przychodzi On do nas, a my do Niego? Co czyni? Pierwszą odpowiedź przynosi nam wielki hymn Pięćdziesiątnicy Kościoła, od którego zaczęliśmy Nieszpory: "Veni, Creator Spiritus!" - O Stworzycielu Duchu, przyjdź! Hymn nawiązuje tutaj do pierwszych wersetów Biblii, które odwołując się do obrazów mówią o stworzeniu wszechświata. Mówi się tam nade wszystko, że nad chaosem, nad wodami odmętów, unosił się Duch Boga. Świat, w którym żyjemy, jest dziełem Ducha Stwórcy. Pięćdziesiątnica jest nie tylko początkiem Kościoła i dlatego w sposób szczególny jego świętem; Pięćdziesiątnica to także święto stworzenia. Świat nie istnieje sam z siebie; pochodzi od stwarzającego Ducha Boga, od stwarzającego Słowa Boga. Dlatego jest także odbiciem mądrości Boga. W swej rozległości i we wszechogarniającej logice swych praw pozwala dojrzeć coś z Bożego Ducha Stwórcy. Przywołuje nas do pełnej szacunku bojaźni. Właśnie ten, kto, jako chrześcijanin, wierzy w Ducha Stworzyciela, zdaje sobie sprawę z faktu, że nie możemy używać ani nadużywać świata i materii jako zwykłego materiału naszych działań i zachcianek; że musimy uważać stworzenie za dar, powierzony nam nie do zniszczenia, lecz po to, aby stał się ogrodem Bożym, a tym samym i ogrodem człowieka. W obliczu rozlicznych form nadużywania ziemi, jakie dzisiaj obserwujemy, słyszymy niemal jęk stworzenia, o którym mówi św. Paweł (Rz 8, 22); zaczynamy pojmować słowa Apostoła, że mianowicie stworzenie czeka z niecierpliwością na objawienie synów Bożych, aby odzyskać wolność i osiągnąć swój blask. Drodzy przyjaciele, my chcemy być tymi synami Boga, na których czeka stworzenie, i możemy nimi być, ponieważ w chrzcie Pan nas takimi uczynił. Tak, stworzenie i historia czekają na nas, czekają na mężczyzn i kobiety, którzy rzeczywiście będą synami Bożymi i zgodnie z tym będą postępować. Kiedy patrzymy na historię, widzimy, że stworzenie mogło kwitnąć wokół klasztorów; że, poprzez przebudzenie Ducha Bożego w sercach ludzi, także na ziemi powracał blask Ducha Stworzyciela - blask, który przyćmiewało, a czasem wręcz niemal gasiło barbarzyństwo ludzkiej żądzy władzy. I znowu wokół Franciszka z Asyżu zdarzyło się to samo i zdarza się gdziekolwiek Duch Boga dociera do dusz, ten Duch, którego nasz hymn nazywa światłem, miłością i mocą. I tak znaleźliśmy pierwszą odpowiedź na pytanie, czym jest Duch Święty, czego dokonuje i jak możemy Go poznać. Wychodzi On nam naprzeciw poprzez stworzenie. Wszelako dobre stworzenie Boga w ciągu historii ludzi zostało pokryte grubą warstwą brudu, który jeżeli wręcz nie uniemożliwia, to utrudnia rozpoznanie w nim odbicia Stwórcy - chociaż w obliczu zachodu słońca nad morzem, podczas górskiej wycieczki czy wobec kwitnącego kwiatu budzi się w nas wciąż na nowo, niemal spontanicznie, świadomość istnienia Stwórcy. Duch Stworzyciel przychodzi nam jednak z pomocą. Wszedł On w historię i tym samym przemawia do nas w nowy sposób. W Jezusie Chrystusie sam Bóg stał się człowiekiem i pozwolił nam, by tak rzec, rzucić okiem na intymność samego Boga. Tam zaś widzimy coś całkowicie niespodziewanego: w Bogu istnieje jakieś Ja i jakieś Ty. Tajemniczy i daleki Bóg nie jest nieskończoną samotnością, jest On wydarzeniem miłości. Myślimy, że dzięki spojrzeniu na stworzenie, możemy dojrzeć Ducha Stworzyciela, Boga samego, niczym twórczą matematykę, jako siłę, która kształtuje prawa świata i ich porządek, a z kolei także jako piękno - teraz dowiadujemy się, że Duch Stworzyciel ma serce. On jest Miłością. Istnieje Syn, który rozmawia z Ojcem. I obaj są jednym w Duchu, który jest, by tak rzec, atmosferą dawania i miłowania, które czyni z nich jedynego Boga. Ta jedność miłości, którą jest Bóg, jest jednością o wiele bardziej wspaniałą, aniżeli mogłaby być jedność ostatniej niepodzielnej cząsteczki. Naprawdę tylko Bóg w Trójcy jest jedynym Bogiem. Za sprawą Jezusa rzucamy okiem, jeśli tak można powiedzieć, na intymność Boga. Jan w swojej Ewangelii tak to wyraził: "Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył" (J 1, 18). Ale Jezus nie tylko pozwolił nam wejrzeć w intymność Boga; wraz z Nim Bóg jak gdyby wyszedł ze swej intymności i wyszedł nam naprzeciw. Dochodzi do tego przede wszystkim w Jego życiu, męce, śmierci i zmartwychwstaniu; w Jego słowie. Jezus jednak nie zadowala się wyjściem nam naprzeciw. On chce więcej. Chce zjednoczenia. Takie jest znaczenie obrazów uczty i zaślubin. Powinniśmy nie tylko wiedzieć coś o Nim, lecz za pośrednictwem Jego samego mamy być pociągani do Boga. Dlatego musi On umrzeć i zmartwychwstać. Ponieważ teraz nie znajduje się już w jakimś jednym określonym miejscu, ale Jego Duch, Duch Święty, wychodzi od Niego i wchodzi do naszych serc, łącząc nas w ten sposób z samym Jezusem i z Ojcem - z Bogiem Trójjedynym. Pięćdziesiątnica to właśnie to: Jezus, a za Jego pośrednictwem sam Bóg, przychodzi do nas i pociąga nas ku sobie. "Posłał Ducha Świętego" - jak mówi Pismo. Jaki jest tego skutek? Chciałbym nade wszystko podkreślić dwa aspekty: Duch Święty, poprzez którego Bóg przychodzi do nas, przynosi życie i wolność. Przyjrzyjmy się nieco bliżej im obu. "Ja przyszedłem po to, aby miały życie i miały je w obfitości" - mówi Jezus w Ewangelii Janowej (J 10, 10). Życie i wolność - to rzeczy, do których wszyscy wzdychamy. Ale czym jest, gdzie i jak znajdujemy "życie"? Myślę, że, odruchowo, zdecydowana większość ludzi ma to samo pojęcie o życiu, co syn marnotrawny z Ewangelii. Kazał on sobie wypłacić swoją część majątku i czuł się teraz wolny, chciał nareszcie żyć bez ciężaru obowiązków domowych, chciał tylko żyć. Mieć od życia to wszystko, co ono oferuje. Rozkoszować się nim w całej pełni - żyć, tylko żyć, spijać pełnię życia i nie uronić nic z tego, co w nic cenne. W końcu został świniopasem i wręcz zazdrościł tym zwierzętom - tak puste stało się jego własne życie, tak marne. I marne się okazała także jego wolność. Czyż nie dzieje się tak i dzisiaj? Kiedy życiem chce się tylko zawładnąć, okazuje się ono coraz bardziej puste, coraz uboższe; z łatwością dochodzi do ucieczki w narkotyki, w wielką iluzję. I nasuwa się wątpliwość, czy życie, w ostatecznym rozrachunku, naprawdę jest dobrem. Nie, w ten sposób nie znajdziemy życia. Słowo Jezusa o życiu w obfitości znajdujemy w mowie o dobrym pasterzu. To słowo, które dotyczy dwojakiego kontekstu. O pasterzu Jezus powiada, że daje on swoje życie. "Nikt Mi go nie zabierze, lecz Ja od siebie je oddaję" (por. J 10, 18). Życie znajduje się wtedy jedynie, gdy się je ofiarowuje; nie znajduje się go, kiedy chce się nim zawładnąć. Tego właśnie powinniśmy nauczyć się od Chrystusa; i tego uczy nas Duch Święty, który jest czystym darem, który jest dawaniem się Boga. Im bardziej człowiek daje życie za innych, za samo dobro, tym obficiej płynie rzeka życia. Po drugie Pan mówi nam, że życie rodzi się, gdy idziemy wraz z Pasterzem, który zna pastwisko - miejsca, gdzie tryskają źródła życia. Życie znajdujemy w jedności z Tym, który jest życiem we własnej osobie - w jedności z Bogiem żywym, jedności, w którą wprowadza nas Duch Święty, nazywany w hymnie Nieszporów "fons vivus", źródłem żywym. Pastwisko, gdzie tryskają źródła życia, to słowo Boga, jakie znajdujemy w Piśmie Świętym, w wierze Kościoła. Pastwiskiem jest sam Bóg, którego w komunii wiary uczymy się poznawać poprzez moc Ducha Świętego. Drodzy przyjaciele, ruchy narodziły się właśnie z pragnienia prawdziwego życia; pod każdym względem są one ruchami na rzecz życia. Tam, gdzie nie bije już prawdziwe źródło życia, tam gdzie jedynie wchodzi się w posiadanie życia, zamiast je dawać, tam w niebezpieczeństwie jest także życie innych; tam jest się gotowym do wykluczenia bezbronnego, nienarodzonego życia, ponieważ wydaje się, że zabiera ono przestrzeń własnemu życiu. Jeśli chcemy bronić życia, powinniśmy przede wszystkim odnaleźć źródło życia; wtedy samo życie powinno ukazać się w całym swym pięknie i wspaniałości; musimy wówczas dać się ożywić Duchowi Świętemu, stwórczemu źródłu życia. O temacie wolności wspomniałem już przed chwilą. W odejściu syna marnotrawnego łączą się z sobą właśnie tematy życia i wolności. Pragnie on życia i dlatego chce być całkowicie wolny. W tej wizji być wolnym znaczy móc robić wszystko, co się chce; nie liczyć się z żadnym kryterium poza samym sobą. Podążać za swoim pragnieniem i za swoją wolą. Kto tak żyje, bardzo szybko zetrze się z kimś innym, kto chciałby żyć w podobny sposób. Nieuniknionym następstwem takiego egoistycznego pojmowania wolności jest przemoc, wzajemne wyniszczanie się wolności i życia. Natomiast Pismo Święte łączy pojęcie wolności z pojęciem synostwa: "Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możecie wołać: Abba, Ojcze!" (Rz 8, 15). Co to oznacza? Święty Paweł ukazuje tu system społeczny świata antycznego, w którym byli niewolnicy, nie posiadający niczego i dlatego nie zainteresowani prawidłowym biegiem rzeczy. Z drugiej strony byli też synowie, którzy byli też dziedzicami i dlatego troszczyli się o zachowanie i dobre zarządzanie swego majątku czy zachowanie państwa. Ponieważ byli wolni, ponosili również odpowiedzialność. Abstrahując od socjologicznego kontekstu owych czasów, obowiązuje zawsze zasada: wolność i odpowiedzialność idą w parze. Prawdziwa wolność okazuje się w odpowiedzialności, w sposobie postępowania, który oznacza współodpowiedzialność za świat, za siebie samych i za innych. Wolny jest syn, do którego coś należy i dlatego nie dopuszcza, aby uległo to zniszczeniu. Wszelka ziemska odpowiedzialność, o której mówiliśmy, jest tylko odpowiedzialnością częściową, dotyczącą określonego zakresu, określonego państwa itd. Duch Święty natomiast czyni z nas synów i córki Boga. Włącza nas w odpowiedzialność samego Boga za swój świat, za całą ludzkość. Uczy nas patrzeć na świat, drugiego człowieka i nas samych oczyma Boga. Czynimy dobro nie jako niewolnicy, którzy nie mogą postępować inaczej, ale postępujemy tak, ponieważ ponosimy osobistą odpowiedzialność za całość; ponieważ miłujemy prawdę i dobro, ponieważ miłujemy samego Boga, a więc i Jego stworzenia. Oto prawdziwa wolność, do której chce nas prowadzić Duch Święty. Ruchy kościelne chcą i muszą być szkołami wolności, tej prawdziwej wolności. Chcemy w nich nauczyć się tej prawdziwej wolności, a nie wolności niewolników, która ma na celu wykrojenie dla siebie cząstki tortu przeznaczonego dla wszystkich, chociaż mogłoby go zabraknąć dla innych. My pragniemy wolności prawdziwej i wielkiej, wolności dziedziców, wolności synów Bożych. Na tym świecie, tak pełnym fałszywych swobód, które niszczą środowisko i człowieka, pragniemy z mocą Ducha Świętego nauczyć się razem prawdziwej wolności; tworzyć szkoły wolności; ukazywać innym przez życie, że jesteśmy wolni i jak pięknie być prawdziwie wolnymi w prawdziwej wolności synów Bożych. Duch Święty, dając życie i wolność, daje również jedność. Te trzy dary są nierozdzielne. Mówię już za długo; pozwólcie mi jednak dodać jeszcze słowo na temat jedności. Do zrozumienia jej może przydać się zdanie, które w pierwszym momencie wydaje się nas od niej oddalać. Do Nikodema, który w swych poszukiwaniach prawdy przychodzi do Niego nocą, Jezus powiada: "Wiatr wieje tam, gdzie chce" (J 3, 8). Lecz wola Ducha nie jest samowolą. Jest wolą prawdy i dobra. Dlatego nie wieje w każdą stronę, raz w tę, a raz w tamtą; jej powiew nie rozprasza nas, lecz gromadzi, albowiem prawda jednoczy i miłość jednoczy. Duch Święty jest Duchem Jezusa Chrystusa, Duchem, który jednoczy Ojca z Synem w miłości, którą jeden Bóg daje i przyjmuje. Jednoczy On nas do tego stopnia, że święty Paweł mógł kiedyś powiedzieć: "Wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie" (Ga 3, 28). Duch Święty swoim tchnieniem popycha nas do Chrystusa. Duch Święty działa cieleśnie; nie działa jedynie podmiotowo, "duchowo". Uczniom, którzy uważali Go jedynie za "ducha", zmartwychwstały Chrystus powiedział: "To Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam" (por. Łk 24, 39). Odnosi się to do zmartwychwstałego Chrystusa w każdej epoce historii. On nie jest widmem, nie jest po prostu duchem, myślą, jedynie ideą. On pozostał Wcielonym - Tym, który przyjął nasze ciało - i stale buduje swe Ciało, czyni z nas swoje Ciało. Duch tchnie, kędy chce, a Jego wolą jest jedność, która stała się ciałem, jedność, która spotyka świat i go przemienia. W Liście do Efezjan święty Paweł mówi nam, że to Ciało Chrystusa, którym jest Kościół, ma więzy (por. 4, 16), a także je wymienia: są to apostołowie, prorocy, ewangeliści, pasterze i nauczyciele (por. 4, 11). W swych darach Duch jest wielopostaciowy - widzimy to. Kiedy patrzymy na historię, kiedy patrzymy na to zgromadzenie tu, na Placu św. Piotra, zdajemy sobie sprawę, że wzbudza On stale nowe dary; widzimy jak różne są od siebie członki, które On stwarza i jak, zawsze od nowa, działa On w sposób cielesny. Jednakże wielorakość i jedność idą w Nim w parze. On tchnie, kędy chce. Czyni to w sposób nieoczekiwany, w miejscach nieoczekiwanych i w formach, których wcześniej sobie nie wyobrażaliśmy. Z jaką wielkością form i cielesnością to czyni! Także tu właśnie wielopostaciowość i jedność są z sobą nierozłączne. On chce naszej wielopostaciowości i chce tego dla jednego ciała, w łączności z trwałymi stanami - więzami - Kościoła, z następcami apostołów i z następcą świętego Piotra. Nie uwalnia nas od trudu uczenia się wzajemnych stosunków, ale ukazuje nam też, że działa On w perspektywie jedynego ciała i w jedności jedynego ciała. Tylko w ten sposób jedność nabiera swej mocy i swego piękna. Bierzcie udział w budowie jedynego ciała! Pasterze będą czuwać nad tym, aby nie zgasł Duch (por. 1 Tes 5, 19), a wy nie ustaniecie w niesieniu waszych darów całej wspólnocie. Raz jeszcze: Duch Święty tchnie, kędy chce. Ale Jego wolą jest jedność. On nas prowadzi ku Chrystusowi; w swym Ciele. "Z Chrystusa - powiada nam św. Paweł - całe Ciało, zespalane i utrzymywane w łączności dzięki całej więzi umacniającej każdy z członków stosownie do jego miary - przyczynia sobie wzrostu dla budowania siebie w miłości" (Ef 4, 16). Duch Święty chce jedności, chce całości. Dlatego Jego obecność objawia się nade wszystko także w zapale misyjnym. Kto spotkał w swym życiu coś prawdziwego, pięknego i dobrego - jedyny prawdziwy skarb, cenną perłę! - biegnie, by podzielić się nim wszędzie, w rodzinie i w pracy, we wszystkich środowiskach swego życia. Czyni to bez obawy, ponieważ wie, że otrzymał przybranie za dziecko; bez żadnej zarozumiałości, ponieważ wszystko jest darem; bez zniechęcenia, ponieważ Duch Boga wyprzedza jego działanie w "sercu" ludzi i - jako ziarno - w najrozmaitszych kulturach i religiach. Czyni to bez granic, ponieważ niesie dobrą nowinę, która jest dla wszystkich ludzi, dla wszystkich narodów. Drodzy przyjaciele, proszę was, byście byli, raz jeszcze i bardziej jeszcze, współpracownikami apostolskiej i powszechnej posługi Papieża, otwierając drzwi Chrystusowi. To jest najlepsza posługa Kościoła dla ludzi, a w szczególny sposób dla ubogich, aby życie osób, sprawiedliwszy ład w społeczeństwie i pokojowa koegzystencja między narodami znalazły w Chrystusie "kamień węgielny", na którym można zbudować autentyczną cywilizację, cywilizację miłości. Duch Święty daje wierzącym wyższą wizję świata, życia, historii i czyni z nich strażników nadziei, która nie zawodzi. Prośmy więc Boga Ojca, przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, w łasce Ducha Świętego, ażeby obchody uroczystości Pięćdziesiątnicy były dla życia chrześcijańskiego i dla misji całego Kościoła niczym żarliwy ogień i porywisty wiatr. Intencje waszych ruchów i wspólnot składam na sercu Najświętszej Maryi Dziewicy, obecnej w Wieczerniku wraz z Apostołami; niechaj Ona wyprosi ich konkretną realizację. Dla wszystkich proszę o wylanie darów Ducha, ażeby i w naszych czasach możliwe było przeżycie odnowionej Pięćdziesiątnicy. |




